czwartek, 13 września 2012

Polityka o językach w polskiej szkole

Polityka tym razem napisała bardzo fajny artykuł na temat nauczania j. obcego (przede wszystkim angielskiego) w polskich szkołach. O dziwo, nie było nic na temat tego, że nauczyciele to nieudacznicy i lenie i za to im chwała:-)

                           (btw, a może by tak uczyć angielskiego na podstawie demotywatorów?)

Zgadzam się z większością treści artykułu, i chociaż swoje doświadczenie w placówce państwowej odrobiłam jako młoda belferka świeżo po studiach, nie zgadzam się z tym, że lepsi nauczyciele lądują w szkołach jezykowych. Otóż, według mnie w szkołach językowych lądują bardzo często osoby które nie mogli się dostać do państwowej szkoły, bo zwyczajnie nie ma ostatnio w nich miejsc. Praca w szkołach językowych różni się zasadniczo od pracy w szkole państwowej, lecz, ja bym się nie skupiała na różnicach tylko na tym co wspólne, a mianowicie zarówno jedni jak i drudzy mają przede wszystkim UCZYĆ. Komu się to bardziej lub mniej udaję to raczej kwestia indywidualnych szkół, bo spotkałam w życiu wiele dobrych i złych szkół państwowych i...uwaga PRYWATNYCH. Dlatego, same zapisanie dziecka/dorosłego do szkoły  językowej (nawet tych powszechnie uważanych za dobrych) nie gwarantuje, że nauka będzie skuteczna. Kluczowa zarówno w jednym jak i drugim przypadku jest tutaj motywacja słuchacza i zainteresowanie rodziców na temat tego czy ich dziecko się uczy, i przede wszystkim czego konkretnie się uczy i ile na to poświęca czasu. 

Jak napisałam w poprzednim poście, nauka języka wcale nie polega na zakuwaniu słówek i rozwiązywaniu zdań z gramatyki, ale niestety potrzebny jest na to czas i chęć do obcowania z językiem - nie ma drogi na skróty. Jestem świadoma tego, że niestety edukacja pod maturę jest przede wszystkim zorientowana na zakuwanie słownictwa i startych wyrażeń typu "In the picture I can see...In the foreground...in the background", jednakże, jest możliwe przygotowanie się do matury po prostu porządnie ucząc się języka w przyjemny sposób  metoda komunikacyjną, czego nie raz byłam świadkiem i czynnym uczestnikiem :-)


Jako bonus zacytuje najbardziej dla mnie przyjemny akcent artykułu, Pan Śpiewak, którego bardzo cenię, z bardzo fajnym pomysłem na ocenianie prac pisemnych. Dzięki za free teaching tip :-): 

"Grzegorz Śpiewak, wykładowca metodyki z nowojorskiej uczelni New School, robi czasem eksperyment. Pokazuje nauczycielom popodkreślane na czerwono wypracowanie. Co uczeń z tym zrobi? – pyta. I podpowiada: wyrzuci. – Bo co ma zrobić? Proponuję więc, by nie czerwonym, a zielonym markerem zaznaczyć wszystko, co w wypracowaniu było dobrze. Zostanie 20–30 proc. białych miejsc. Trzeba to oddać uczniowi. Bez oceny. Niech teraz zrobi resztę tak, by wszystko można było zaznaczyć na zielono. Uczeń ma nowe zadanie, a przy okazji informację, że 70 proc. pracy wykonał dobrze."  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz